Władcy Grunwaldu – historia Web2.0
15 lipca 1410 roku – to jedna z najbardziej znanych dat historycznych, pod którą “kryje się” słynna bitwa pod Grunwaldem. Utrwalona w świadomości XX wieku (a radząca sobie coraz lepiej w wieku XXI) obrazem filmowym Aleksandra Forda “Krzyżacy” i książką Henryka Sienkiewicza pod tym samym tytułem (myślę, że właśnie w takiej kolejności). Bitwa, która coraz bardziej “rozgrywa się” na polu historycznej pop kultury i świadomości charakterystycznej dla ery internetu. Gdzie nowe media, a gdzie Grunwald? Bardzo blisko. Weźmy choćby oczekiwaną rekonstrukcję bitwy, która rozegra się w najbliższą sobotę w ramach obchodów 600 lecia słynnego starcia “starej” i “nowej” Europy:-)
Już zrealizowany przez Tomasza Bagińskiego spot upamiętniający rocznicę – 600 lat po Grunwaldzie (do oglądnięcia w oknie video na 5Władzy) – jest próbą w stylu współczesnego kina spod znaku “300″ i “Władcy Pierścieni” i pokazuje dwie rzeczy:
1. jak światowa wizja pop-batalistyki wpłynęła i nasz Grunwald – a co za tym idzie rodzaj narracji i przedstawienia charakterystycznego dla gier komputerowych;
2. że odbiorcami tego przekazu są ludzie dobrze znający cyfrowe produkcje i potrafiący bardziej skupić się na ekspresji i atmosferze niż na drobiazgowej dokumentacji historycznej. To nie zarzut – dobrze, bo tego rodzaju wydarzenia, czy chciałoby się powiedzieć historie – to część narracji właściwej dla mitu, a nie dokumentu. A mit jest sprawą, która przez wieki o wiele bardziej cementuje daną społeczność niż li tylko “faktowe doniesienia”. Zresztą, o tym, że i kronikarze (w tym Jan Długosz – autor pierwszej rekonstrukcji grunwaldzkiej “after”) lubią sobie nadużywać pisał już Stanisław “Cat” Mackiewicz, a przecież nie przeszkadza to powoływać się na ich przekazy historykom.
Bitwa pod Grunwaldem czy sprawa Krzyżaków przez lata zrobiła zawrotną karierę i była przerabiana na wszelakie sposoby. Dość, żeby przypomnieć czasy PRL. Grunwald był nie tylko dobry do podkreślania przymierza z braćmi ze Wschodu, ale przede wszystkim do straszenia Niemcem-Krzyżakiem. Dziś, “Wiadomości” w publicznej TVP dały o tym całkiem zgrabny materiał połączony z relacją z oficjalnych obchodów, które miały miejsce na polach legendarnej bitwy.
Wróćmy do “złego Krzyżaka”. Cóż, w naszym języku nie bez powodu nazywa się tak czarnego włochatego pająka z krzyżowym znakiem na odwłoku. Ten straszny krzyżak, włażący z ogrodu do przytulnego mieszkania wywołuje trwogę. Podobnie i przedstawiciel zakonu NMP miał budzić grozę i przypominać o odwiecznym zagrożeniu germańskim. Nie bez powodu ekipa zwolenników Moczara (przy czym lektura “Krzyżaków” jest wspaniałą przygodą, czego nie można powiedzieć o “Barwach walki”) wybrała sobie Grunwald na znak jednoczący. Ale jak to bywa w życiu historia jest bardziej skomplikowana.
Literatura i film skutecznie wpłynęły na masową wyobraźnię. Obraz, kiedy Jurand ze Spychowa wjeżdża na ziemię zakonną jest nad wyraz wymowny. Po zalanej słońcem przyjaznej krainie widzimy w filmie Forda panoramę jałową, ponurą, gdzie gościa witają dyndające w klatkach szkielety. Tu nie ma litości. I od razu wiadomo z kim mamy do czynienia. Z trudem – przychodzi później – czytanie historycznych książek o gospodarczej i ekonomicznej roli jaką zakon NMP odegrał na polskich ziemiach i że działalność krzyżacka nie polegała tylko na wbijaniu noża w plecy szlachetnym zachodnim rycerzom, którzy dali się nabrać na ich misję:-) Ale żyjemy już w innych czasach niż PRL i kompleksowa wiedza dotycząca polityki zakonu, jak i konfliktu z królestwem Polski i księstwem Litwy oraz Żmudzią jest już dosyć dobrze znana. Sam zakon krzyżacki (działający do tej pory) sporo zrobił aby poprawić u nas swój wizerunek. Nie bez powodu na tegorocznych obchodach gości aktualny wielki mistrz ks. dr Bruno Platter.
Bitwa i rekonstrukcja. Coraz bardziej ciesząca się ogromną popularnością – o czym świadczy choćby ilość uczestników i widzów (szacuje się, że potyczkę z udziałem kilku tysięcy rycerzy będzie oglądać 100 tysięcy widzów) – pokazuje, że w dobie Web2.0 historię opowiada się w inny sposób. Udział w rekonstrukcji, bezpośrednie przeżycie zdecydowanie bardziej zapada w pamięć niż klasyczna relacja oparta na strukturze grupy słuchającej przewodnika i w monotonny sposób oglądającej kolejne zamknięte w gablotach eksponaty. Jasne, to nie zastąpi drobiazgowej pracy historycznej, ale jest świetnym punktem wyjścia. Podobnie jak model nowoczesnych interaktywnych muzeów. I na to właśnie – na taki sposób pokazywania historii – wpłynął “net” z całym zapleczem gier, wspólnot, platform, nick-ów i fabularnych wcieleń.
Zatem, zanim współcześni wielbiciele oręża rzucą się w bitewny wir, warto zobaczyć odświeżoną wersję “Krzyżaków” Aleksandra Forda (jaki to kąsek świadczy choćby to, że jako dodatek do gazety załączała go we wtorek i środę Gazeta Wyborcza, choć można byłoby się bardziej spodziewać, że zrobi to Gazeta Polska;-). Mamy więc w filmie Forda najbardziej spektakularne kostiumowe sceny batalistyczne, jakie wyprodukowano w tamtych czasach (i nawet śledzenie zegarków na rękach statystów, albo trampek na nogach – obrosło już legendą:-). Później – jeśli chodzi o polskie kino – udało się taki efekt osiągnąć tylko w ekranizacji “Potopu”… ale to już zupełnie inna bajka.
15 lipca 2010 przez Patrycja w Bez kategorii, Brak komentarzy
Brak komentarzy
Skomentuj