Urzędnik spalił pomysł przenosin Off Festiwalu do Wrocławia?
Wrocław, po festiwalu ERA Nowe Horyzonty, miał chrapkę na kolejną imprezę, którą można byłoby przeszczepić na dolnośląski grunt. O ewentualnych przenosinach festiwalu Artura Rojka mówiło się już od dawna. Mysłowice nie chciały dalej finansować coraz popularniejszej imprezy, więc szanse na festiwal miał Wrocław. Ale nic z tego nie wyszło. Przez długi język pewnego urzędnika?
Kazimierz Kutz napisał w katowickiej Gazecie Wyborczej (podziękowania za link dla Andrzeja Jóźwika), że “niewiele brakowało – parędziesiąt godzin – a Festiwal Muzyki Alternatywnej i “Myslovitz”, a więc całe dzieło życia Artura Rojka (i jego kolegów), przeniosłyby się na stałe do Wrocławia. Exodus wisiał w powietrzu”.
Z Festiwalem i jego umiejscowieniem od jakiegoś czasu były kłopoty. Kazimierz Kutz – jak sam pisze – już dwa lata temu zaproponował prezydentowi Katowic Piotrowi Uszokowi by stolica Górnego Śląska przejęła imprezę. Jednak rozmowy organizatorów z katowickimi urzędnikami nie przynosiły rezultatu. I wtedy Artur Rojek postanowił przystać na propozycję złożoną przez Wrocław.
Ale jak pisze Kazimierz Kutz: “Na szczęście, dziwnym trafem, prezydent Katowic pojechał na jakieś spotkanie w Polskę, nie wiem do jakiego miasta, nie wiem czy było to spotkanie prezydentów miast, czy jakieś inne. Dość, że tam jego kolega z Wrocławia pochwalił się przenosinami na stałe festiwalu Rojka. Uszok doznał szoku, bo wyszło na to, że jego służby zasypały gruszki w popiele. Nie wiedział nic, więc zdobył telefon do Rojka i wykręcił numer”.
Katowice kupiły festiwal, a nam pozostaje pytanie co to za “kolega z Wrocławia” przekazał informacje o negocjacjach ws. festiwalu prezydentowi Katowic…
Tagi: Artur Rojek, Katowice, Kazimierz Kutz, Myslovitz, Off Festiwal, Wrocław
9 marca 2010 przez pinio w Bez kategorii, 8 komentarzy
Mirosław Spychalski
10 marca 2010 @ 1:24
A na co nam tyle festiwali? W sumie dobrze, ze się wysypało. To co jest w zupełności wystarczy. Nie można budować kultury miasta tylko na importowanych imprezach. Trzeba w końcu zacząć budować własne instytucje i środowiska, bo to tak naprawdę tworzy tkankę kulturową miasta. A póki co mamy we Wrocku więcej wisienek na torcie niż samego tortu.
Patrycja
10 marca 2010 @ 11:47
Chyba takich dywagacji “kto” nie trzeba, bo szczególnie “jeden rozpoznawalny urzędnik” często i gęsto wysyłał komunikaty i aluzje o pozyskaniu festiwalu, porównując “transfer” do Ery NH.
Ale rację ma też Mirek – może czas lepiej podbudować własne imprezy i środowiska. Za chwilę zacznie się PPA, z którym też różnie bywa w ostatnich latach.
pinio
10 marca 2010 @ 12:16
Oczywiście, że nie można budować tylko sprowadzając. Ale z drugiej strony ENH świetnie się wpisała w klimat Wrocławia. A pokażcie mi co sami zbudowaliśmy w ostatnich latach od podstaw i odniosło sukces? PPA bez świeżego pomysłu na jego istnienie także stanie się wkrótce upadającą imprezą bez prestiżu, a tylko z legendą…
Patrycja
10 marca 2010 @ 13:40
Pinio@
jak właśnie napisałeś “pokażcie co sami” – więc, to pytanie zasadne jest również w stosunku do nas samych :-), an nie do wiecznych “Onych”, którzy decydują.
Akuratnie na PPA chadzam sobie w miarę możliwości – i podoba mi się kierunek otwarcia konkursu oraz eventy w stylu tribute to Nico, podobnie jak możliwość zobaczenia paru eksperymentatorów z pogranicza dobrej muzy i przedstawień – i to jest całkiem niezły kierunek.
Etno Jazz Festiwal jest fajny, jeszcze teatralny Dialog – zawsze coś dobrego można trafić (mało która impreza cykliczna jest każdego roku w 100% dobra).
Jest parę innych projektów w powijakach – przynajmniej ktoś się stara: festiwal powieści kryminalnej czy interscenario, czy działalność Rity Baum.
A ja po małym privie jestem dumna z tego, że ot takie CRK działa we Wro, czy nawet 5Władza;-)
No i poza tym, aby się działo to trzeba robić i uczestniczyć i na tym to też chyba polega.
Mirek Spychalski
10 marca 2010 @ 20:07
@ Dominik. To jest jak z piłkarzami: łatwiej kupić niż wychować. Trzeba przejść po prostu tę drogę, którą przeszedł Gutek od Cieszyna. I w jej przejściu właśnie powinno się pomagać.Po prostu miasto powinno śledzić to co się rodzi na miejscu i to promować. Lista fajnych ludzi stad jest długa i co zabawne wielu z tych artystów wraca do Wrocka jako sławy via Warszawa albo nawet Londyn, chociaż tu mieszkają. vide: Skalpel, Piotr Siemion, Olga Tokarczuk… Musieli zdobyć uznanie poza Wrocławiem, aby Wrocław się nimi zainteresował.
@ Patrycja. Na festiwal Piosenki Aktorskiej to się z Tobą nie wybiorę:-)Nie dlatego, ze nie chciałbym się z Tobą umówić, ale tego festiwalu nigdy nie ceniłem.Ale to na długą rozmowę. Co do reszty- zgoda. Jednak z drobną uwagą. Dialog, to de facto importowany toruński “kontakt”, a festiwal kryminału importowano z Krakowa.
itonai
11 marca 2010 @ 0:08
Na szczęście powstała niejaka Sprężyna.
q-ku
11 marca 2010 @ 11:38
piszemy “zasypiać gruszki w popiele” a nie zasypać
drodzy absolwenci studiów dziennikarskich, autorytety Wy nasze językowe z definicji
q-ku
11 marca 2010 @ 12:13
q-ku@
autorytecie internetowy:-)
Nie przypominam sobie, aby ktokolwiek z nas był absolwentem studiów dziennikarskich, ale o tyle rzeczy i sprawek nas “pomawiano” – w sensie żartobliwym, że i ta wszech-wiedza nas nie dziwi.
Co do Twych przytoczonych “gruszek” – to ten zawód nauczył nas, że kiedy cytuje się cudzą wypowiedź z innego źródła, to cytuje się ją w sposób dokumentalny – vide fragment z Kutza, do którego odnosisz swój komentarz.
Czytanie z uwagą – nie boli, ale z całą pewnością wymaga właśnie tej uwagi :-)